poniedziałek, 18 kwietnia 2022

O korzystaniu z przestrzeni, część trzecia

Niesłyszący znani są z tego, że dostosowują sposób migania do umiejętności swojego rozmówcy. Jeżeli się z kimś dogadają, to za bardzo nie zwracają uwagi na błędy, chyba że są rażące i mają wpływ na komunikację albo jeżeli ktoś poprosi ich o korektę. Podobnie jak w innych językach, lepiej niech rozmówca się dobrze czuje, poza tym ciągłe poprawianie go grozi tym, że się zrazi do nauki albo rozmowy z nami. Wpłynie to także niekorzystnie na płynność konwersacji, bo w końcu poprzestaniemy na maglowaniu kilku wyrazów, a sens przekazu gdzieś umknie. Trzeba wybrać złoty środek. Niesłyszący robią to bardzo taktownie, migając po prostu właściwie i poprawnie, zarazem okazując cierpliwość i szacunek drugim. Warto ich obserwować i kopiować.

Pewnego razu spotkała mnie fajna sytuacja. Nasza grupa tłumaczy otrzymała od znajomych Głuchych nagrany filmik. A na nim ukazane, jak oni by chcieli, żebyśmy migali, czego by sobie życzyli, czego się spodziewają, jeżeli ktoś przekazuje im treści w ich języku. Było to w tym czasie kiedy głośno się zaczęło mówić o miganiu obrazowym, czyli ładnych kilkanaście lat temu, abstrahując od tego, że oni zawsze tak się porozumiewali między sobą, a w końcu słyszący dostrzegli, że jednak trzeba migać po ichniemu, bo to ich język jest. Na materiale zero krytyki, nagabywania, po prostu jeden z najlepszych 'vlogów', jakie widziałem w życiu, film nagrany przez młodych Głuchych, którzy podeszli z szacunkiem do nas, słyszących. Zobaczyłem go raz, a pamiętam do tej pory. To jest przekaz! 

Opiszę teraz, co tam było. Ta wiedza jest bardzo pomocna. 


Co lubimy, czyli krótki poradnik migania/ fragmenty

Trójka Głuchych, jeden chłopak i dwie dziewczyny. Stoją nieruchomo, po czym on zaczyna dreptać w miejscu, imitując rękoma 'ruch stóp', a komentuje dziewczyna obok. Po chwili i ona zaczyna dreptać, poruszając tułowiem, jak to robimy podczas chodzenia. Wtedy druga dziewczyna zaczyna podawać różne przydatne informacje.

'Miganie jest jak film. Widzisz  idącego człowieka z oddali bądź z lotu ptaka, a potem następuje przybliżenie obiektu. Najpierw jest to niewielki punkcik, a później dostrzegasz coraz więcej szczegółów. I to trzeba odwzorować, żeby twój przekaz był barwny i ciekawy. Skoncentrujesz się na ruchu ramion, czy sposobie chodzenia? Ktoś idzie szybciej, czy wolniej, stąpa ciężko, czy lekko? Nie wystarczy po prostu przemigać, że ktoś idzie, ale też w jaki sposób'. 

'Co widzisz, kiedy oglądasz na przykład pokaz fajerwerków? I takie ma być miganie. Chcemy widzieć kolory i wszystkie inne efekty. Ma być żywo i energetycznie. Pracuje przy tym całe twoje ciało, widać to w twojej mimice'.

'W języku migowym możesz pokazać nawet trudne sprawy w ciekawy sposób. Na przykład budowę oka. Wiesz co zrobić, żeby pokazać jego tylną część? Wyobraź sobie, że trzymasz w dłoni 'rekwizyt- oko' i oglądasz je z każdej strony. Łatwo wtedy powiedzieć, że na przykład boli cię ono gdzieś z tyłu'.

'Takie miganie lubią Głusi'.

I wiadomo już co robić. Nawet jeżeli dla innych słyszących takie miganie jest śmieszne czy nie do przyjęcia, to dla Głuchego będzie ono w takiej formie, jakiej właśnie oczekuje i do jakiej jest przyzwyczajony. To także wyjaśnia, dlaczego niektórych tłumaczy niesłyszący wolą bardziej. Po prostu migają oni barwniej i ciekawiej od innych, malują w przestrzeni obrazy. Głusi te obrazy widzą, czują, to do nich trafia. Wszak obrazowo- przestrzennym język migowy jest. 


Twój film, twoja historia

Czyli...

Przedstawienie jednego aktora, a ty jesteś reżyserem, scenografem, scenarzystą, aktorem i kim tam jeszcze, niezbędnym do powstania twojego filmu.

Kadrujesz, montujesz, zarządzasz. 

Ma być barwnie, ciekawie, żywo, z emocjami. O tych ostatnich pisałem tutaj To, co masz, to, co umiesz, czyli język migowy bez znaków

A skoro tak, to decydujesz gdzie, kogo, co i w jaki sposób umieścić w swojej przestrzeni roboczej, co zrobić ze swoją twarzą, jak energetycznie to przedstawić. Tylko nie pogub się :) 

Już wyjaśniam. 


Góra i dół 

W twoim filmie będą latać samoloty, będą chodzić ludzie, biegać dzieci, hasać zwierzęta. Samochody na ulicach, turyści w górach. Wieżowce, kamienice, domki. Lasy, jeziora z łódkami i jachtami, morze, a na nim statki. Ważne są też zjawiska atmosferyczne, zimno, ciepło, wietrznie, deszczowo. Atmosfera ogólna, wesoło, poważnie, smutno. Po prostu taka życiowa różnorodność, którą należy nanieść w przestrzeni podczas twojego migania. 

Samolot startuje czy ląduje? Turysta wspina się pod górę, czy z niej schodzi? Deszcz pada czy jest ulewa? Sztorm i fale unoszące statek to w górę to w dół. Jesteś na wieży i obserwujesz właśnie stamtąd okolicę? A może odwrotnie, z dołu obserwujesz jak wysoki to budynek? Wjeżdżasz rowerem pod górę, czy zjeżdżasz w dół? Sytuacje można by mnożyć.

Gwiazdy, chmury, niebo, słońce, księżyc. Opalanie się, prysznic. Grad, deszcz, śnieg, błyskawice. Naturalne, że te znaki umieszczane są w górnej części przestrzeni.

No i wiadomo, większość znaków typu rzeka, jezioro, droga, las występuje na poziomie tułowia, ale w porównaniu z powyższymi są jakby 'w dole'. 

Dalej jest jeszcze ciekawiej :)

Piwnica, kopalnia. Po zamiganiu tych znaków 'schodzisz' w dół po schodach albo 'zjeżdżasz' windą. Poziom tafli wody, markujesz nurkowanie i opisujesz, co pod tą wodą się dzieje. Aha, ktoś płynie głębiej, czy chce się wynurzyć, a może pozostaje na tej samej głębokości? Jest w stroju płetwonurka czy porusza się za pomocą łodzi podwodnej? 

I dlatego napisałem, żeby się nie pogubić. Wprawne oko wypatrzy każdy brak konsekwencji. 


Po prawej i po lewej

W poprzednim poście było o znakach kierunkowych, miganiu od siebie lub do siebie. Zazwyczaj stosuje się je podczas bezpośrednich konwersacji. 

No, ale bardzo często opowiadamy o kimś lub o czymś albo, że ktoś coś zrobił, kogoś spotkał, coś powiedział. Wtedy wykorzystujemy miejsce po lewej lub prawej stronie. 

I teraz pytanie: ktoś, o kim opowiadasz, powiedział coś do ciebie albo coś dla ciebie zrobił? Jeżeli dla/do ciebie, to zazwyczaj kierujesz znak 'do siebie',  a w zależności od tego, gdzie umieszczony w przestrzeni jest 'ktoś', to znak zaczniesz z prawej lub lewej strony. Ważne: jakie emocje towarzyszą danej sytuacji? Trzeba je wtedy odzwierciedlić na twarzy. Przypominam, że jeżeli artykułujemy 'po polsku', to nie przekażemy ich, jak należy. Więcej przeczytasz o tym w O czystości języka i odpoowiednim szeptaniu

Tylko nie pogub się, jeżeli mówisz o swoim koledze, koleżance, kimkolwiek i umieszczasz tę osobę po prawej stronie przestrzeni roboczej, to do końca twojej wypowiedzi trzeba zachować konsekwencję. Ta osoba powinna 'pozostać' po twojej prawej, chyba że opowiadasz o tym, że gdzieś pojechała czy poszła i wtedy automatycznie zmieniasz jej miejsce w przestrzeni. 

W przeciwnym razie, w twojej historii , bez żadnej zapowiedzi,  'pojawi' się nowa postać. Istnieje obawa, że padnie wtedy pytanie uściślające, dotyczące przedstawianego zdarzenia. Pozytywna informacja: W większości przypadków, mimo takiego istotnego błędu, i tak przekaz zostanie dobrze zrozumiany, a wszystko po to, aby utrzymać płynność konwersacji. Jednak uczciwie o tym informuję ;). Kamyczka w bucie przez jakiś można wytrzymać, ale jeżeli go tam nie ma, to i wygodniej i przyjemniej. 

A co, jeżeli chcesz opowiedzieć o osobach trzecich? Zasada podobna, tylko ty stoisz 'z tyłu', a po swojej 'lewej' i 'prawej' , 'na górze', 'na dole' umieszczasz bohaterów historii. No i nie pogub się. Pamiętaj, gdzie kto jest, dokąd idzie, jedzie, jakim środkiem transportu, z kim rozmawia lub skąd wraca. Dodaj do tego emocje, które towarzyszą każdej ze stron. I znowu poproszę, nie artykułuj 'po polsku'. 

Chyba jeszcze nie raz to powtórzę, bo siebie czasami też łapię na czymś takim. Przykład jak ważne to jest: nadmij policzki albo je wciągnij, a przy tym artykułuj, albo podczas szeptania zrób z ust  'podkówkę'. To raczej niemożliwe, a migowy właśnie takich środków wyrazu wymaga. Nie ma zmiłuj.


A jak jest z osobami leworęcznymi? Najprościej mówiąc: podobnie, ale  sprawa nie jest taka oczywista i wymaga dalszego rozwinięcia. Temat  fascynujący. O tym następnym razem.



No to co już mamy? Przestrzeń roboczą, kierunkowość, symultaniczność, żywe pudełko i 'nagrywanie' filmu.

Każda wypowiedź zawierać też powinna: znak+ kierunek (jeżeli dotyczy) + intensywność migania+ mimika.

To tylko uproszczony schemat, mający na celu wyrobienie sobie ogólnego poglądu na temat budowy zdania w języku migowym. Jak  widać, o samej kierunkowości można pisać i pisać :), a gdzie reszta? Za jakiś czas zajmiemy się samymi wyrazami i budowaniem z nich wypowiedzi. Nazywa się to 'pozycyjnością'. 


cdn.


Udanego przebywania ;) 





środa, 13 kwietnia 2022

O korzystaniu z przestrzeni, część druga

Vera F. Birkenbihl, twórczyni jednej z metod nauki języków, napisała także książkę o mowie ciała, a w niej ciekawe spostrzeżenie. W skrócie: nie powiem Ci wszystkiego, bo nawet nie jestem w stanie, jest tyle sytuacji, taka mnogość charakterów. Podaję przykłady, a do Ciebie należy reszta. Obserwuj, badaj zależności i na tej podstawie wyciągaj wnioski. 

Podobnie tutaj, nie opiszę wszystkich znaków migowych i sposobów ich pokazywania, musiałbym wtedy stworzyć jakiś leksykon albo encyklopedię, a później i tak trzeba by było, to wszystko uzupełniać i aktualizować. Daleko mi do tego. Łatwiej mi na przykład napisać, że przy głowie zazwyczaj występują znaki odpowiedzialne za myślenie, marzenia, wiedzę itd. Reszta należy do Ciebie, bo oprócz podstawowych pojęć migowych istnieją także te specjalistyczne, związane ze sztuką, biznesem, prawem, polityką, turystyką, a to dopiero początek listy. Jakiś czas temu nie było Facebooka, Instagrama i całej reszty, nie było też potrzeby tworzenia znaków, które opisywałyby te nowe słowa. To kolejny powód, dla którego nawet nie myślę o tym, żeby omawiać wszystko. Więcej informacji znajdziesz w Ucz się tego, czego akurat potrzebujesz


O przestrzeni natomiast napiszę z chęcią, bo do informacji z nią związanych dołączać będziesz, to co akurat poznasz albo to, co okaże się w danej chwili pomocne i przydatne...dla Ciebie. To takie żonglowanie coraz większą ilością piłeczek czy innych gadżetów, a w centralnym miejscu osoba najważniejsza, bez której to wszystko nie byłoby możliwe. 


Ja i wszystko wokół

Ech... może ktoś się obruszy, ale zazwyczaj, mimo swojego altruizmu, empatii i wszystkich najlepszych cech, które staramy się okazywać, i tak najważniejsze dla każdego jest słowo 'JA'. Nawet jeżeli ktoś robi coś dla drugich, to gdzieś podświadomie buduje przez to swoje dobre samopoczucie, swoją wartość. I bardzo dobrze, bo dzięki temu wiele fajnych rzeczy się dzieje, ale to pokazuje, że dla człowieka centralnym punktem przestrzeni jest on sam. 

W przestrzeni roboczej, czyli w obszarze wykorzystywanym do pokazywania znaków języka migowego jest podobnie. Dana osoba jest w centrum informacji, którą przekazuje, to ona miga albo 'od siebie', albo 'do siebie'. To ona kumuluje 'w sobie' emocje albo wydobywa je 'z siebie'. To po obu stronach swojego JA umieszcza na prawo albo na lewo, na górze albo w dole osoby, przedmioty lub zjawiska. To JA jest teraźniejszością, podczas gdy za plecami jest przeszłość, a przed oczami przyszłość. 

A teraz wyjaśnię to dokładniej.


Od siebie , do siebie

Jeżeli zwracasz się do kogoś, używając języka migowego, to jedną z podstawowych zasad, która wtedy obowiązuje, jest ukierunkowywanie znaków w jej lub w jego stronę. Przykłady?

Uczę cię. Pomagam ci. Daję ci. Opowiadam ci. 

Migane 'od siebie' w kierunku rozmówcy. 

Z kolei

Uczysz mnie. Pomagasz mi. Dajesz mi. Opowiadasz mi.

Migane od rozmówcy w naszą stronę.

Warto zauważyć, że to zdania oznajmujące. Gdyby natomiast miały to być pytania bądź tryb rozkazujący, kierunki byłyby te same, zmienić należałoby wtedy mimikę, ułożenie ciała oraz inne elementy.

Czyli...

Mamy kierunek, intensywność migania znaku, czasami może być to jego powtórzenie, jeżeli chcemy zasygnalizować, że czynność wykonana była więcej niż jeden raz, mimikę. I właśnie przy tej okazji delikatnie poruszony został temat symultaniczności, czyli pewnych zjawisk występujących jednocześnie obok siebie, znak+ kierunek+ intensywność migania+ mimika. To nieodłączna część gramatyki PJM. Bez tego wszystkiego czyjeś miganie będzie przypominać bezduszny translator. Jednak technika idzie do przodu i nawet elektroniczni tłumacze mają coraz więcej uczucia, a skoro taki potrafi, to my tym bardziej ;)

Migasz albo od siebie, albo do siebie, albo w innym wybranym miejscu przestrzeni, tylko trzeba ustalić wcześniej co, kto, komu....dlaczego też jest ważne. Czasami to samo słowo traktowane w sensie ogólnym, nie będzie wymagało stosowania powyższych reguł, zmieni się także jego umiejscowienie w przestrzeni. Przykładami mogą być: nauka, pomoc albo zaproszenie.

I jeszcze jedno, o tym już było, ciągle trzeba pamiętać, że w poprawnie zbudowanych zdaniach PJM nie uświadczysz niektórych słów polskich i to nie dlatego, że nie ma ich migowych odpowiedników. Jasne, że są, ale nie używamy ich w danych konstrukcjach gramatycznych. Na przykład, żeby poprawnie przemigać

Uczę cię. Pomagam ci. Daję ci. Opowiadam ci. 

Uczysz mnie. Pomagasz mi. Dajesz mi. Opowiadasz mi.

nie pokazujemy słów cię, ci, mnie, mi, bo kierunek, w którym 'powędruje' znak wskazuje, czy chodzi o ciebie czy o mnie.

Inny przykład:

Przyjdę do ciebie o godzinie 18.

Przyjdź do mnie o godzinie 18.

W PJM nie użyjemy zwrotów polskich 'do ciebie' i 'do mnie', po prostu skierujemy znak 'przyjść' w stronę rozmówcy lub swoją. Genialne.


Żywe pudełko

Znaki ideograficzne: cierpliwy, spokojny, skromny, pokorny, stres, niepokój, wyrażanie postawy obronnej, kojarzyć się mogą z kumulowaniem emocji.

Z drugiej strony mamy gniew, zdenerwowanie, złość, wyrzucanie z siebie tego, czego już utrzymać się nie da. 

I znowu w centralnym miejscu znajduje się JA, które 'chowa' coś do środka lub stamtąd coś 'wyciąga', takie żywe pudełko.

O tym jeszcze napiszę więcej, teraz tylko zasygnalizuję. Podczas migania pierwszej grupy słów zmniejszamy swoją 'objętość', nierzadko kulimy się, nieznacznie pochylamy. W przestrzeni zajmujemy wtedy mniej miejsca, jesteśmy spokojni, stonowani. Widać to także w naszej mimice, przepraszająco- pojednawczej. 

Druga grupa wyrazów wymaga większej ekspresji oraz bardziej rozległego obszaru roboczego, potrzebnego do poprawnego przekazania informacji. Oczywiście wyraz twarzy także się wtedy zmienia na bardziej stanowczy, zdecydowany, a nawet gniewny.

I tym samym symultaniczność zostaje wzbogacona o jeszcze jeden element:

znak+ kierunek+ intensywność migania+ ułożenie ciała+ mimika.


Znaki przy tułowiu 

To właśnie ten obszar jest odpowiedzialny za emocje, które odczuwasz.

Smutek, radość, gniew, zdenerwowanie, zazdrość, obawy, spokój, lubienie i nie lubienie, - kojarzysz, jak to się miga?

Serce- i w PJM może być ono złamane. To tutaj pokazujesz stres, załamanie, ale też uczucia bardziej pogodne związane z tym, co akurat w sercu gra. 

Wiele narządów, które podtrzymują nasze życie, znajduje się właśnie w tułowiu i nie będzie zbyt odkrywczym stwierdzenie, że kiedy opowiadamy o nich, to aby zostać dobrze zrozumianym, pokazać należy ich zbliżoną lokalizację.

Siłą rzeczy, sporo znaków występuje właśnie w tym obszarze, w różnych jego częściach i na różnej wysokości. Przecież, żeby zamigać, jaki kolor mają czyjeś buty, naprawdę nie potrzeba brać ich do ręki albo wykonywać całej masy innych dziwnych czynności. Chociaż, wiadomo, ludzka kreatywność nie zna granic, kiedy trzeba się dogadać albo na coś zwrócić uwagę.



A teraz czas na przetrawienie dotychczasowych treści, bo jeżeli chodzi o przestrzeń, to jeszcze kilka rzeczy do omówienia zostało. 

Przydatne słowa- klucze to:
Przestrzeń robocza, kierunkowość, symultaniczność, żywe pudełko.

cdn.

Udanego przebywania ;)

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

O korzystaniu z przestrzeni, część pierwsza

Jest tyle znakomicie wykonanych filmów instruktażowych do nauki PJM, słówka, zwroty, dialogi, po prostu bogactwo. Dlatego stwierdziłem, że chwilowo takich materiałów tworzyć nie będę. Zasygnalizuję, odeślę do odpowiednich miejsc, i tak najwięcej zależy od osoby, która chce się migowego nauczyć. Trochę czytania tu, oglądania tam oraz czas poświęcony na indywidualne ćwiczenia u siebie. No i wiadomo, moje ulubione :) Przebywanie, czyli stosowanie zdobywanej wiedzy w praktyce, podczas rozmów z niesłyszącymi. To wszystko razem przyniesie widoczne efekty, mniej lub bardziej spektakularne, ale jednak. Na pewno pomocne będą przy tym czyjeś preferencje językowe, ale jak to wynika z bajki o wyścigu między żółwiem a zającem, zdyscyplinowany pracuś może pobić na głowę zdolnego lenia. 

Języki migowe na całym świecie wykorzystują do przekazania treści obraz i przestrzeń. I właśnie o tym teraz i w kilku następnych wpisach, z różnych punktów widzenia :)


Pojęcie przestrzeni

Temat znany w każdym miejscu na ziemi. Wszyscy jesteśmy zanurzeni w przestrzeni i od wieków odnosimy do siebie oraz innych określenia z nią związane. Kilka przykładów? Nie będę tu wyjaśniał znaczenia tych powiedzeń, są znane, stosowane i wiadomo, o co chodzi, o właśnie:), przykład pierwszy. Następne.

Piąć się do góry. Patrzeć na kogoś z góry. Niziny i wyżyny społeczne. 

Dno. Być na dnie. Odbić się od dna. 

Dołek. Mieć doła. Być w dołku. 

Prawość. Być prawym. Heh, są też określenia dotyczące strony lewej. 

Być do przodu. Pozostawać w tyle. 

Patrzeć na kogoś z boku. Pozostawać na uboczu. 


Wiele wyrażeń związanych z przestrzenią. W umysłach świata zachodniego przynajmniej, 'góra' zazwyczaj kojarzy się z czymś lepszym, bezpiecznym, bogatszym, a 'dół' przynosi zupełnie inne skojarzenia. Samo określenie 'spadaj', może się przywodzić na myśl,  pozbawianie kogoś uprzywilejowanej pozycji, polegającej choćby na przyjaznym utrzymywaniu z kimś kontaktów. A taka pozycja w naszych umysłach maluje się bardziej 'na górze', bo z dołu spadać raczej się nie da. 

Strona prawa przywodzi lepsze skojarzenia niż lewa, chociaż tak naprawdę nie ma ku temu rozsądnych przesłanek. Po prostu są to kody przestrzenne przekazywane od wieków, z pokolenia na pokolenie.

I wiadomo, inaczej przestrzeń pojmuje tzw. świat zachodni, inaczej Eskimosi, a inaczej Pigmeje. Inne doświadczenia, przekazy i kody, ale odczuwa i pojmuje ją każde żywe stworzenie na świecie. 

No i teraz przechodzimy do migowego, i co....znowu został użyty zwrot ściśle związany z przestrzenią. Nie uciekniemy od tego, bo i po co. Skoro chcemy migać, to musimy w odpowiedni sposób wykorzystać te informacje.


Przestrzeń w języku migowym

Przestrzeń robocza? Chyba tak to się nazywa, obszar, który wykorzystujemy, żeby pokazać określone znaki. Zmienia się on w zależności od sytuacji. Przecież inaczej zagospodarujemy przestrzeń podczas siedzenia, inaczej kiedy stoimy albo idziemy. Raz będziemy mieli więcej, a raz mniej miejsca. Czasem będzie to przestrzeń publiczna, a czasem bardziej kameralne miejsce i grono. Rozmowa na żywo, poprzez kamerę telefonu lub komputera- nasz obszar roboczy będzie podlegać ciągłym zmianom.

Oczywiście, w zależności od charakteru, znajdą się 'migacze' mniej lub bardziej zamaszyści.

Jakby nie było, są pewne intuicyjne zasady w języku migowym, oczywiście związane z przestrzenią, o których trzeba pamiętać. Tu o tym będzie do poczytania, tam do obejrzenia, u siebie do przećwiczenia, ale i tak konieczne jest przebywanie i weryfikacja swojej wiedzy.


Znaki przy głowie

czoło, skroń- znaki używane w tym 'rejonie' związane są z procesami myślowymi, pamięcią, zrozumieniem, wiedzą, nauką, marzeniami, z rozpamiętywaniem, z migreną, mnogością spraw na głowie, zmęczeniem, wysiłkiem widocznym na spoconym czole.

ucho, uszy- wskazują na sprawy związane z tym obszarem, czyli słuch, słyszenie, głuchotę, posłuszeństwo lub jego brak. Tutaj 'umieszcza' się aparaty słuchowe, dalej za uchem implanty. To na poziomie uszu migasz, że coś jest hałaśliwe. I z tego względu, że to zazwyczaj kobiety noszą kolczyki, złapanie się za ucho oznacza 'kobietę' lub płeć żeńską.

oczy- to naturalnie obszar związany ze wzrokiem lub jego brakiem, z patrzeniem, obserwacją, uwagą, czytaniem, zwiedzaniem, kontaktem wzrokowym na żywo, poprzez kamerę. Okulary, lornetka- te i podobne znaki pokazuje się na poziomie oczu. Spanie, budzenie się, płacz. Także wszelkie piękne widoki, pejzaże. To widzisz, to podziwiasz, o tym migasz.

usta- mowa, język i wszystko, co z nimi związane, czyli rozmowy, mówienie, polecenia, rozmowy, opowiadania, pytania, jedzenie, picie, uśmiech, smutek, poufność, tajemnice, wykłady, śpiewanie, instrumenty dęte, palenie tytoniu. 

nos- wszelkie sprawy zapachowe, zadzieranie nosa lub opuszczanie go na kwintę, mieć nosa, czyli przeczuwać coś, ale też wtykanie nosa, czyli kontrolowanie. Na tym poziomie pokazujemy także zły, pożądliwy charakter. Oczywiście katar, kichanie też w tych okolicach.

szyja, gardło- pragnienie, pożądanie, stany chorobowe gardła, znaki związane z głosem, ogłoszenia, głosowanie, i typowe w Polsce znaki związane z piciem alkoholu, a na świecie typowy gest 'ukatrupiania'. 


Łatwe i oczywiste. Tak myślę.

Intuicyjność,  pogrupowanie odpowiednich znaków i umieszczenie ich w przestrzeni, w tym akurat miejscu, to naprawdę pomaga w nauce. Jak zwykle podałem kierunek, a jeżeli chodzi o konkretne słówka migowe, to chętni na pewno temat ogarną. Cdn.

Udanego przebywania;) 


 

niedziela, 13 lutego 2022

O czystości języka i odpoowiednim szeptaniu

Mój kolega, nauczyciel gry na gitarze, opowiedział mi kiedyś historię. Za nic w świecie nie mógł przekonać swojej uczennicy, żeby odpowiednio układała dłonie podczas gry. Temat wałkowany wielokrotnie, na różne sposoby, do znudzenia. Przecież chodziło o to, żeby instrument brzmiał naprawdę dobrze. Tłumaczenie dziewczynce i jej rodzicom. Bezskutecznie. Strata czasu i pieniędzy. Jakieś obopólne odmiany stresu. Aż zdarzył się cud. Jednorazowe spotkanie z kimś bardziej sławnym i pewnie bogatszym. Ta sama sugestia, co do układu dłoni. Jak ręką odjął! Gitara trzymana jest już dobrze, utwory brzmią czysto. W końcu. Aha, i pozytywne jest to, że mimo tych 'strofowań' dziecko w wirtuozerii robi dalsze postępy. 

Moja prośba, sugestia, czy jak to inaczej zwać, myśl, którą wałkuję od lat, z różnym skutkiem:  Nie szeptać 'po polsku' podczas migania, nie mówić, nie poruszać ustami 'po polsku'. 

Trudne, ale wykonalne. Trudne, bo gramatyka polska siedzi w słyszących od urodzenia. Tym jednak, którzy z tej rady skorzystali, na dobre to tylko wyszło, filologicznie, rzecz jasna.

I już tłumaczę, w czym rzecz, nie pierwszy raz i....nie ostatni zapewne.


Odrębne gramatyki

Trzeba być naprawdę doskonałym tłumaczem, żeby mówić albo szeptać 'po polsku' i migać poprawnie w PJM. Dwie różne gramatyki i sposoby myślenia. Zwroty i słowa używane w jednym języku są niedopuszczalne w drugim. Jeżeli ktoś umie, jeżeli w odpowiednim momencie potrafi zastosować oba języki naraz,  bez szkody dla któregoś z nich, to w uzasadnionych, rzadkich przypadkach może skorzystać z tej umiejętności. Bo tak, jest to umiejętność, którą da się wyćwiczyć. Możliwe też, że z pomocą przyjdą wrodzone preferencje językowe. 

Rzadkie, uzasadnione przypadki. Nie zawsze, nie za często. W przeciwnym razie może się to okazać frustrujące dla obu stron. Taki sposób migania może także odwracać uwagę od treści, które mają być tłumaczone i nadmiernie gloryfikować osobę tłumacza. Istnieje także duże prawdopodobieństwo, że któryś z przekazów zostanie zbyt zubożony i niestety często spotykałem się z takimi sytuacjami. Poza tym, ciągłe miganie i mówienie przy tym jest po prostu mózgożerne, nawet jeżeli ktoś naprawdę robi to, jak należy. Jednak dobry tłumacz rzadko będzie popełniał taki sposób komunikacji.

Z drugiej strony odpowiednie posługiwanie się PJM nie oznacza ciągle 'zasznurowanych', zaciśniętych ust. Powodować to może dodatkowe nieporozumienia, a tego nikt nie chce.

Warto odpowiedzieć sobie na pytanie: Kto ma zrozumieć to, co migam i mówię jednocześnie. Głuchy czy słyszący? i wtedy dobrać język odpowiedni dla danej grupy osób. I jeżeli okaże się nim PJM, to zostaną zastosowane konstrukcje właściwe dla tego języka, czyli odpowiednie gesty, mimika i wykorzystanie przestrzeni, zaś nieznaczne artykułowanie pojedynczych wyrazów, wystąpi tam, gdzie będzie to merytorycznie konieczne

Właśnie, PJM wykorzystuje mimikę, odpowiednie ułożenie ust, nadymanie policzków albo ich wciąganie, prychanie, cmoknięcia, syczenie, używanie głoski 'sz' lub 'f', a wymieniam tylko niektóre możliwości.  Jeżeli ktoś zawsze szepcze lub mówi 'po polsku' podczas migania, nie stosuje w odpowiednich momentach tych właściwych form gramatycznych występujących w języku migowym. Poza tym, Głuchym taki sposób migania może się kojarzyć z językiem mówionym, bo widzi ciągle kłapanie buzią. Czasami dochodzi do sytuacji, że usta i dłonie przekazują zupełnie inne informacje. Bardzo rozpraszające.

No i często wychodzi z tego...


Ładne miganie po polsku 

Tak, bo ktoś może migać bardzo swobodnie, ale z gramatyką polską i polskimi wstawkami. Warto zapamiętać: większość zwrotów, które brzmią po polsku, są prawdopodobnie 'polskie' i mało mają wspólnego z PJM. To, co zauważyłem na przykład, to: 'no', 'bo' (odpowiedź na pytanie: dlaczego?), 'dlatego' (w języku migowym nie ma takiego słowa, ale jest typowy odpowiednik), 'prawda?' (choć w tym przypadku, coraz częściej dochodzi do zapożyczenia, o którym poniżej), a to nie kończy listy tym podobnych wyrażeń, które są szeroko stosowane w języku mówionym. Chodzi także o 'polską' budowę zdania. Jeżeli ktoś w zdaniu Robię zdjęcia, używa znaku robić, a w zdaniu Jeżdżę na rowerze, korzysta ze słowa jeździć, to właśnie miga 'po polsku'.

Oczywiście przebywanie obu grup ze sobą, spowodowało w niektórych przypadkach przemieszanie dwóch gramatyk. Zdarza się, że nawet czysty Głuchy miga 'po polsku' (i nie są to powyższe przykłady ze zdjęciami, czy rowerem), co niekoniecznie jest do końca mile widziane wśród osób z jego kręgu kulturowego. Są też pewne zwroty, które język migowy zapożyczył od słyszących i na odwrót. Nie zmienia to faktu, że PJM posiada dalej swoją specyficzną gramatykę.

Często słyszałem następującą opinię dotyczącą osób migających: 'Jego rozumiem, a tamtego nie'. To odczucie przedstawicieli obu grup, Głuchych i słyszących. Wynika to z kilku względów. 

Czasami Głuchy miga bardzo obrazowo i nawet ktoś z minimalną znajomością języka zrozumie sporo z jego przekazu. Czasami zdarza się niesłyszący z 'polskim' akcentem, natomiast bardzo często słyszący migający z piękną polską gramatyką, z cieniem zasad PJM.

I w wypadku słyszących, zachodzi wtedy duże prawdopodobieństwo, że ktoś nie będzie w stanie dobrze zrozumieć kogoś, kto zgodnie z wszelkimi regułami posługuje się czystym językiem migowym. Zrozumie oczywiście przekaz migany 'po polsku', ale ten właściwy PJM niekoniecznie. W wypadku Głuchych zachodzi podobne, odwrotne zjawisko, choć prawdopodobnie zrozumieją oni większość miganych treści, istnieje jednak obawa, że poprzez stosowanie polskiej gramy, przekaz będzie nie do końca dla nich czytelny.

A tak być nie powinno, warto się ciągle rozwijać pod względem swoich umiejętności językowych. 


Jak ulepszać 'swój' migowy

O tym sporo było wcześniej, ale poruszę inny aspekt.

Jeżeli ktoś chce, w sposób intuicyjny przyswoić sobie w miarę poprawną gramatykę języka migowego, to jego uwagę powinni przyciągnąć Głusi, których zrozumienie przychodzi mu z trudem. Napisałem: 'w miarę', bo współistnienie obu grup obok siebie, doprowadziło do pewnego 'zanieczyszczenia' językowego. Na szczęście sporadycznie, ale zdarzyć się może, że i czysty Głuchy ułoży swoją wypowiedź 'po polsku', ale i tak więcej w tym dobrym PJM. Ponownie powraca więc temat przebywania w towarzystwie osób niesłyszących i prowadzenia z nimi konwersacji na różne tematy. Warto przy tym zwracać uwagę na to, w jaki sposób oni 'szepczą'. Jeżeli już do tego dochodzi, są to pierwsze sylaby niektórych wyrazów, są to słowa, które mają podobny znak ideograficzny, są to słowa oznaczające, chociażby nazwy własne. Nigdy jednak nie widać, poza sporadycznymi rozmowami z uczącymi się PJM słyszącymi, żeby Głuchy artykułował każdą sylabę danego wyrazu czy też słowo po słowie. Naprawdę, sporo można się nauczyć przez taką obserwację. 

Bardziej uporządkowana nauka, to skorzystanie z pomocy wykwalifikowanych lektorów, podczas kursów tego pięknego języka. Są dofinansowania, więc warto korzystać z pomocy, która jest zapewniana w imię dostępności. Trzeba tylko wygospodarować trochę czasu i dziesięć procent ceny kursu. I wiadomo, wcześniej złożyć odpowiedni wniosek. 

Ze swojej strony, niezmiennie polecam Stowarzyszenie Rozwoju Pitagoras w Rzeszowie. Nauka teraz i tak odbywa się on-line, dlatego też odległość nie ma żadnego znaczenia. A tamtejsi lektorzy naprawdę dbają o czystość i poprawność PJM. Szkolenia są przeprowadzone solidnie, fachowo i mocno zapadają w pamięć. Jeżeli uczestnik kursu podchodzi do zajęć poważnie, to gramatyka migowa nie będzie już dla niego problemem. 


Oczywiście ten wpis, jak wszystkie inne tutaj, są z rodzaju tych motywujących, wskazujących kierunek. Każdy zrobi, co uważa.

Czy tak, czy tak... Powodzenia w nauce i udanego przebywania ;)





czwartek, 16 grudnia 2021

O dostępności w PJM- Łódź 2021, czyli co potrafimy zdziałać

I nastał ten czas, kiedy mogę zabrać się za podsumowanie i zaległe wpisy. Dziękuję Wam za śledzenie, zainteresowanie, udostępnianie, wspieranie i wiele innych rzeczy, które zadziały się od lipca w sprawie dostępności. 

Razem z Biblioteka Otwarta, Biblioteka Odyseja, Centrum Opus, PZG/ Łódź i innymi ruszyliśmy z wieloma imprezami tłumaczonymi na PJM. Sami zobaczcie, jak wiele wydarzeń było dostępnych w języku migowym. 

Czerwiec 2021

Start projektu Otwarta Miga i pierwszy spacer z Krzysztofem Olkuszem

Lipiec 2021

Cztery spotkania z podróżnikami w Odysei

Spacer z Otwartą 

Sierpień 2021

W każdy wtorek 'Sierpień z rozwojem' w Odysei

Trzeci spacer w ramach Otwarta Miga 

Wrzesień 2021

Spotkanie autorskie w Otwartej

Razem z PZG i Otwartą 'Wielka gra', czyli planszówki

Zwiedzanie EC1

Origami w Odysei

Październik 2021

Otwarta Miga 2.0 i spacer po Łodzi z Agnieszką Łeń

Cztery spotkania w Odysei, zdrowotno- zoologiczne

Listopad 2021

Pięć spotkań w Oysei, w tym dwa podróżnicze

Warsztat z migowego

Spacer z Otwartą


W tym czasie dorzuciliśmy dwie instrukcje do gier planszowych, przetłumaczone na migowy. Szykują się następne.

Prawie trzydzieści wydarzeń plus te organizowane przez muzea łódzkie. W sumie około czterdziestu wydarzeń tłumaczonych na PJM. To chyba sporo. Robi wrażenie. Wychodzi po osiem na miesiąc. I wypadałoby się poklepać po ramieniu i powiedzieć sobie 'super'. Sporo osób było zachwyconych wielością i różnorodnością spotkań i miejmy nadzieję, że kiedyś się to powtórzy. Może nawet znajdą się fundusze na to, żeby utrzymać jakąś regularność w kalendarzu imprez, że fama się rozniesie, i że osoby zainteresowane będą miały określone terminy zakodowane w głowie, nie do przeskoczenia, nie do ruszenia, pewne. 


Obecność procentowa

Wspaniale było obserwować jak w Otwartej i Odysei pojawiały się osoby niesłyszące. Może nie za wiele ich było, ale na kilkunastoosobową grupę wszystkich obecnych procentowo wypadało nieźle. Zdarzyło się nawet raz, że Głusi stanowili większość obecnych.


Kwestia zaufania

Zastanawialiśmy się jak to będzie, jeżeli nikt z takich osób nie przyjdzie. Pierwsze z pytań, jakie usłyszałem od organizatorów. Ano, bywa i tak. Życie ustanawia priorytety i zdarzyło się, że kilka razy, faktycznie...skończyło się tylko na gotowości tłumacza. I chyba tylko raz wydarzenie PJM zostało odwołane. 40 bez jednego. Reszta miała zapewnionego tłumacza. 

Od lipca do listopada 2021 roku wiadomo było, że w dwóch bibliotekach łódzkich dzieją się super rzeczy w PJM. Otwarte zostały możliwości i niektórzy z nich skorzystali. Zaufali i nie zawiedli się. A to jest ważne dla osób Głuchych, że zostali potraktowani poważnie, że nikt ich nie oszukał, nie zlekceważył.

Zaufali, bo organizatorem był ktoś inny, niż czołowe kluby, które robiły to do tej pory. Coś nowego, słyszący zorganizowali spotkania z tłumaczeniem na PJM. Z pełnym szacunkiem, sercem i zaangażowaniem dla kultury Głuchych. Może tylko na pierwszej wycieczce Krzysiek Olkusz miał cytat muzyczny, ale na reszcie umiejętnie się dostosował.  

I takie podejście na następnych, podobnych wydarzeniach będzie procentować, ponieważ dochodzi przez to do integracji, a z tego, co wiem, niektórym Głuchym na tym zależy. 


Łódzkie animozje a dostępność

Imprez było naprawdę sporo, ale jednak coś nie zagrało do końca. W głowę zachodziłem, o co chodzi. Była promocja wydarzeń, ulotki, fb, vlogi, spotkania, rozmowy, że fajnie, że potrzeba, a i tak liczba osób niesłyszących według mnie zadowalająca nie była. Dlaczego tak uważam?

Zdarzyło się to trzykrotnie....zauważyłem, że jeżeli 'czołowym' organizatorom zależy, żeby na jakimś wydarzeniu zebrała się cała masa Głuchych, to się tak dzieje. Przychodzi nawet kilkadziesiąt osób. 

Proszę zwrócić uwagę na listę wydarzeń podanych na wstępie. Trąbi się głośno o udostępnianiu drogi do kultury, do zagadnień z wielu dziedzin. Robimy to. No...dostępność powinna być. I jest....ale gdzieś pojawia się blokada. 

Teatr, kilkadziesiąt osób. Oprowadzanie po muzeum, spora grupa niesłyszących, niestety tylko raz, choć oprowadzań było więcej. To takie dwa przykłady. Czyli tu można, a tam nie można, bo jak widać, jest liczebny potencjał.

Na czym w końcu polega ta dostępność? Czy jak słyszący zorganizuje 40 spotkań o różnorodnej tematyce, to nie zalicza się to do tego pojęcia? Jeżeli zaś imprezę zatwierdzi 'ktoś odpowiedni' to, to....to jest właśnie DOSTĘPNOŚĆ? 

Mam nadzieję, że tak nie jest. Mam też nadzieję, że nie chodzi tu o międzyklubowe konflikty sprzed lat. W Łodzi są dwa miejsca zrzeszające Głuchych, Polski Związek Głuchych i Słyszę Serce. Podobno teraz żyjemy w okresie 'pojednania'.

Czy to ma jakiś wpływ na dostępność? Możliwe. Może jak ktoś z jednego klubu zobaczy kogoś z klubu drugiego, że jest na fb w tym lub innym miejscu, to ustali sobie w głowie, że on już tam nie pójdzie. Przekaże to innym i oni też nie pójdą. Albo ktoś 'życzliwie' powie, że biblioteka współpracuje z tym drugim klubem. I wtedy szlaban, i blokada. No bo jak to jeszcze inaczej wytłumaczyć?

Że późno. Że się nie chce. Że pogoda. Że wyjazd. Że ważniejsze sprawy na głowie. Oby tak było. Bo gdyby było inaczej, to chyba należałoby przemyśleć, na czym tak naprawdę polega dostępność i o jaką dostępność chodzi. Dla kogo i przez kogo organizowaną? Bo może tu jest klucz?

Przykład, który przytoczę, podnosi mnie nieco na duchu. Znany 'oprowadzacz' po sztuce, niesłyszący, po dłuższym czasie dopiero co skomponował wierną ekipę, która mu towarzyszy podczas spacerów po muzeum. Pokazywałoby to, że termin dostępność trzeba poczuć, zrozumieć i się do niego przyzwyczaić, nabrać zaufania.

Powtarzam, oby tak było, bo jeżeli organizatorzy i tłumacze mają walczyć z jakimiś zaszłościami, małostkowością i rywalizować o frekwencję z 'zakulisowością', to do prawdziwej dostępności daleka droga.


Dla każdego coś innego

Niech każdy sam zdecyduje. Stąd mnogość wydarzeń o różnorodnej tematyce, w różnych terminach, o różnych porach. DOSTĘPNOŚĆ. Tak to rozumiem.

Stowarzyszenia pomagają Głuchym w większości w sprawach bytowych. Oczywiście zapewniają całą masę innych zajęć, które zapewne są satysfakcjonujące. DOSTĘPNOŚĆ.

Biblioteki i muzea w okresie, o którym piszę, próbowały zapewnić Głuchym poszerzony dostęp do kultury i innych zagadnień popularnonaukowych, z poznaniem Łodzi włącznie. I spora strata dla tych, którym niedane było z tego skorzystać.

Dostępność. Jestem za...tylko niech zainteresowani będą rzetelnie poinformowani o możliwościach, które otwierają się przed nimi. Niech sami wybiorą, co ich interesuje. Bo nie dla każdego to będzie sztuka, nie dla każdego piknik.

I skoro wydarzenia dotyczą osób niesłyszących, to przecież jest to jedna grupa i kultura, nie ma sensu dzielić imprez, chować ich przed światem. Skoro wiem o czymś ciekawym, pomocnym i wartościowym, a do tego w PJM, to dlaczego nie udostępnić tego wszystkim zainteresowanym?

Tylko udostępnić i udostępnić, to jest jednak różnica. Kiedy przekazywałem informacje o wspomnianych imprezach, zależało mi na tym, żeby zjawiło się jak najwięcej osób Głuchych. Nie- jak najwięcej osób z PZG, nie- jak najwięcej osób z Serca. Jak....najwięcej....osób....Głuchych. I przynajmniej, jeżeli chodzi o jedno z wydarzeń, PZG też zrobił piękny ukłon i zaprosił wszystkich bez względu na przynależność do klubu. I o to chodzi. 

Naprawdę źle by się działo, gdyby udostępnienie info o wydarzeniu wiązało się z jakimiś negatywnymi komentarzami, odstręczającymi innych od tego. Profesjonalizm to profesjonalizm. Podaję info, wyjaśniam ewentualne szczegóły dotyczące, czego można się spodziewać i..... reszta... należy... do... ZAINTERESOWANYCH, nie do osób, które mogłyby mieć większy lub mniejszy wpływ na frekwencję, poprzez swoją, powiedzmy charyzmę. Bo jeżeli ktoś odbiera drugim swobodny wybór, sugerując cokolwiek, to chyba jednak nie rozumie idei dostępności. 

Liczy się tu i teraz, mnogość wydarzeń, integracja, dostępność i swobodny wybór.

Proszę czasami Głuchych znajomych o udostępnianie wydarzeń, niekoniecznie tych 'moich', (chociaż może bym i chciał je nagłośnić bardziej), i niektórzy bardzo chętnie to robią, nieważne czy zajmują jakieś stanowisko w swoich klubach, a są i tacy. I bez problemu następuje 'podaj dalej', przekazanie tych treści wielu osobom. Paradoksalnie, im ktoś na wyższym stanowisku, tym bardziej zauważa potrzebę promocji takich imprez. Widać, że naprawdę zależy im na dostępności. Szczerze, po ludzku, dla środowiska niesłyszących. Niezależnie od tego, kto to organizuje. 


Nauka migowego

Jakiś czas temu rozmawiałem z przedstawicielem znanej polskiej firmy produkującej gry planszowe. Jedno z moich pytań brzmiało, czy mają kogoś ze znajomością języka migowego na miejscu, podczas ważnych dla nich spotkań promujących gry. Pan oczywiście myślał, że wpraszam się ze swoimi usługami, a ja tylko chciałem zaproponować, że warto, aby mieli własnego animatora znającego język. Ten młody człowiek działający na rzecz swojej firmy nie był wtedy gotowy na taką rozmowę. Może kiedyś.

W wielu miejscach już stwierdzono,  że dobrze jest przeszkolić niektórych własnych pracowników w posługiwaniu się językiem migowym niż zatrudniać tłumacza. Do wielu wydarzeń potrzeba bowiem tylko podstawowych zwrotów. I wtedy zawsze na miejscu jest ktoś, kto pomoże. Dostępność poszerza kręgi i wszyscy są zadowoleni. Głusi wiedzą, że zawsze mogą tam iść w ciemno.

Bibliotekarzem nie zostanę.  Przewodnikiem turystycznym też nie. Ani prawdopodobnie nie będę pracował w zawodach, gdzie znaleźć by się mogli 'gotowi' ludzie znający PJM. No bo ile prac musiałbym wykonywać. Tłumaczenie wystarczy, a pracy jest sporo. Oczywiście zawsze można zrobić odwrotnie. Zachęcać kandydatów chcących pracować w konkretnym zawodzie, aby chociaż niektórzy z nich zaczęli interesować się językiem migowym i przez to udostępnili więcej przestrzeni i świata Głuchym, już bez żadnych pośredników.

Tak to wygląda.

A tymczasem....udanego przebywania.







poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Trzy historie, czyli o migających grupach zawodowych

Opowiem dzisiaj kilka historii, które wydarzyły się naprawdę. 

Zmieniłem imiona bohaterów, ale wyobraź sobie, że to ktoś bliski tobie. Ktoś z rodziny, znajomy, przyjaciel. Mieszka w kraju, którego języka nie nauczy się prawdopodobnie nigdy, a jego mieszkańcy za bardzo nie kwapią się, aby poznać jego mowę, a naprawdę by mogli i nie sprawiłoby im to większej trudności.

Ostatnio dopadła mnie ironia, z tych bardziej gorzkich. 


Nr 1 

Rejestracja w przychodni

Sporo słyszących stało w kolejce do rejestracji, atmosfera napięta, długo przed pandemią, więc tłoczno nawet było. Siedziałem wtedy w poczekalni i miałem pod opieką kogoś, kogo nie mogłem odstąpić na krok. Dziwna to była sytuacja, bo jako jedyny z tych wszystkich ludzi dobrze znałem język migowy, a nic nie mogłem zrobić. Patrzyłem na to żenujące 'widowisko' i zżerał mnie żal ze wstydem na przemian.

Do pomieszczenia wszedł wyraźnie wzburzony pan Janek, którego traktowałem jako sąsiada, bo mieszkaliśmy blisko siebie. Znany w okolicy, sympatyczny niesłyszący, pomocny dla każdego i komunikatywny. Miał problem.

Poszedł do lekarza, a okazało się, że coś przeoczył, czegoś nie zauważył i nagle wizyta, którą miał mieć dzisiaj, przełożyła się na dwa miesiące później. A można było tego uniknąć. Z sytuacji wynikało, że całą sprawę można było załatwić tego dnia, tylko nikt nie był w stanie tego panu Jankowi wyjaśnić. Pani w rejestracji myślała, że jak osobie Głuchej będzie mówiła głośno i wyraźnie, to wszystko będzie dobrze. Nie było. Zrobiło się fatalnie, pan Janek wydał tylko nieartykułowany okrzyk w bezsilności, co potraktowane zostało przez większość jako jakiś akt agresji i nieogarnięcia. 

Siedziałem jak na szpilkach. Na szczęście jedna kobieta z kolejki znała podstawy PJM i trochę migając, trochę pisząc, rozładowała sytuację. Jak to się skończyło, nie wiem do tej pory. 

Punkt dla Rejestracji! Do niesłyszącego mów głośno i powoli. Doskonała znajomość tematu. 


Nr 2

Nagły wypis za szpitala

Pani Jola, której przydarzył się udar, trafiła w końcu do szpitala, na oddział rehabilitacyjny. Ile się czeka na taką refundowaną pomoc, osoby znające temat wiedzą doskonale. 

A nieszczęście w nieszczęściu było takie, że pani Jola była kobietą niesłyszącą. Personel szpitala oczywiście języka migowego nie znał, no bo potrzeby takiej w Polsce nie ma. Niech pacjent nauczy się mówić, a nie będzie się zmuszać lekarzy, pielęgniarek czy rehabilitantów do nauki migania. 

A pacjent czasami potrzebuje pomocy, jest mu źle, wody chce się napić, a nie ma i wstać nie może, bo sparaliżowany po udarze. Co ma zrobić Głuchy? Jak zawołać? Jak powiedzieć? Nikt na oddziale nie zna jego języka. 

Na kartce pani Jola nic nie napisze, ponieważ ręce po udarze nie są tak sprawne, jak dawniej. Ktoś, kto umie migać, przy dużej dozie dobrej woli zrozumie, o co może jej chodzić. Niestety nikt z personelu nie zna nawet podstaw migowego.

Jedyne co może zrobić pani Jola, to krzyczeć. O wodę albo że z jakiegoś powodu jest jej źle. 

Na oddziale rehabilitacji w świecie ludzi słyszących, nie może być, proszę Państwa, takich pacjentów. To zbyt wielki kłopot. Lepiej wypisać do domu, jako kogoś, kto nie potrafi współpracować, niż próbować się porozumieć. I szlag trafia refundowaną rehabilitację, na którą osoba uprawniona, płacąca składki, czeka dwa lata, bądź dłużej.

Paranoja.

Punkt dla Personelu Któregoś Ze Szpitali Z Oddziałem Rehabilitacji, za zerojedynkowość. Krzyk to faktycznie oznaka braku współpracy. Co za błyskotliwy wniosek. 


Nr 3 

Z wizytą u lekarza

Hit dosłownie z ostatniej chwili. 

Szacun dla niesłyszącego Maćka. Szacun dlatego, że odważnie sam poszedł do lekarza i stwierdził, że postara się zrozumieć Pana po Przysiędze Hipokratesa, obserwując ruch jego ust podczas wypowiedzi. 

Fakt, stowarzyszenia pomagające Głuchym zapewniają wideotłumaczy w różnych placówkach, ale z przyczyn, których nie znamy, niektórzy niesłyszący zrzeszeni nie są, więc taka pomoc ich nie obejmuje. Hm. Pewnie chodzi o niepłacenie składek. Może to jedyny powód albo i nie. 

Pandemia. Przychodzi Pan Maciek do lekarza, a lekarz... w maseczce. Pan doktor z karty pacjenta wyczytuje potrzebne dane i nadchodzi czas na wyjaśnianie i poradę lekarską. I oczywiście nie zdejmując maseczki, zaczyna swoje wywody.

Na to pan Maciek prosi lekarza, żeby ten odsłonił usta, pokazując, że nie słyszy i będzie starał się jakoś go zrozumieć 'czytając' z ruchu warg. 

Lekarz na to, nie ma takiej opcji, pandemia, maseczka być musi. Nieważne, że Głuchy, przepisów nie nagnę... i dalej gada w maseczce. Panie Maćku, musi mnie pan zrozumieć. To pan ma się postarać, a nie ja. Co prawda za chwilę, bez maseczki, będę rozmawiał ze swoim słyszącym sąsiadem o... śniegu zeszłorocznym, ale z panem, osobą niesłyszącą, muszę w maseczce... i wyjaśnię wszystko, co powinien pan wiedzieć o swoim schorzeniu. Proszę posłuchać.

Brawo, Doktorze! To tak, jak wręczyć niewidomemu kartkę z opisem leczenia i powiedzieć mu, żeby sobie sam przeczytał. Gruby żart. 

Dla Pana też Duuuży PUNKT. 


Migający specjaliści

Na pewno znasz podobne sytuacje, za które przyznałbyś punkty różnym osobom mającym szczytny cel, żeby pomagać Ludziom, punkty dla posiadaczy certyfikatów, pozwoleń, tytułów i innych eksperiencji.

Z Łodzi, z Polski, ze świata. Będzie tego trochę. Punkty za brak znajomości tematu, te za paranoje i za żarty doprawdy niestosowne, za ignorancje i za inne faux pas , które nawet żal wyliczać.

Skoro pomagać Ludziom, to Głusi też się do nich zaliczają. 

Rejestracja w przychodni była, Personel Szpitala także, Pan Doktor.... Mamy jeszcze sporo do zrobienia. Stworzę pewną listę, która na pewno nie wyczerpie tematu.

Rehabilitacja, psychologia, ratownictwo medyczne, weterynaria (niesłyszący posiadają przecież różne zwierzaki), treningi, warsztaty, pomoc księgowa, prawna, notarialna, banki, sklepy, usługi, pomoc urzędowa, w tym wypełnianie różnego typu druków, skomplikowanych nawet dla słyszących, ubezpieczenia, dostęp do kultury i sztuki, przewodnictwo turystyczne, doradztwo wszelkiego typu.......I tutaj miejsce na twoje pomysły. 

Ucieszyłem się, kiedy usłyszałem, że znajomy tłumacz języka migowego został także psychologiem. To wspaniale, że Głuchy przyjdzie do niego bez asystenta/ tłumacza i swobodnie opowie o swoich problemach, tak jak być powinno. Po co osoba trzecia ma znać czyjeś problemy i różne kłopotliwe być może tematy.

Genialnie jest obserwować, to jak o kulturze i sztuce opowiada się w PJM. Coraz więcej jest wydarzeń tego typu.

W Łodzi powstają projekty, w których czynny udział bierze grupa bibliotekarzy, a mają one na celu ułatwianie dostępu do różnych imprez, właśnie dla osób niesłyszących. A czynny udział wiąże się oczywiście z nauką języka migowego. Takie wieści lubię i szczerze kibicuję tym inicjatywom. 

Są także organizacje i stowarzyszenia, które od rana do wieczora, a nawet całodobowo, starają się działać na rzecz Głuchych. Dużo pracy i zaangażowania i przekonywania osób władnych, że trzeba, że warto, że należy i że się należy (oczywiście niesłyszącym).


Co możesz zrobić?

Pisałem niedawno o dofinansowaniu kursów języka migowego. Jeżeli masz trochę czasu, to warto się tym zająć. Kiedy miałoby się odbywać szkolenie? W weekendy, raz lub więcej razy w tygodniu, eksternistycznie? Bogaty wybór. 

Oprócz tego, i to jest plus obecnej sytuacji, skoro kursy są on- line, wybierać można także pomiędzy miastami :) Ze swojej strony polecam Stowarzyszenie Rozwoju "Pitagoras" z Rzeszowa.  Lektorzy podchodzą z wielkim szacunkiem do kultury osób Głuchych, z drobiazgową pieczołowitością zwracają uwagę na gramatykę języka migowego i od samego początku uczą myślenia w nim.

Wrzesień. Nie ma na co czekać. Są nabory. 

Jeżeli to nie dla ciebie albo kurs przeszedł ci koło nosa, to polecam platformę migaj eu. Sporo wiedzy. W końcu Zacznij migać ;), choć ostatnio częściej działam w terenie. Przebywanie to przebywanie. Najlepsza nauka. Postaram się wkrótce zamieścić na blogu filmiki z fb i zdekodować ich treść. Będą nowe słówka, ich opisy, gramatyka oraz wyjaśnienia min, grymasów itd. To też powinno być pomocne.

Warto przypomnieć taką myśl:

Rosjanin polskiego nauczyć się może, Japończyk i Kongijczyk także. Większość niesłyszących, mieszkających w Polsce nigdy tego nie dokona, ponieważ jest to dla nich percepcyjnie niedostępne. Pozytywna wiadomość jest taka, że słyszący migowego potrafi się nauczyć. 


I w końcu....marzenie.... Przychodzi Głuchy do lekarza, a lekarz....miga. Wow, brawo!

W miejsce słowa 'lekarz' wstaw swój zawód albo po prostu.... siebie. 


Udanego przebywania:)




poniedziałek, 12 lipca 2021

Otwarta i 'sezon bibliotek'

I kto by pomyślał, że to wszystko zacznie się od biblioteki, a może bardziej 'bibliotekarki', mam nadzieję, że Marysia się za to nie obrazi, choć Rachel Weisz w filmie 'Mumia' z rozbrajającą szczerością, dumnie oświadcza: 'Jestem bibliotekarką'. Maria zapytała mnie, czy nie przetłumaczyłbym czegoś dla Biblioteki Otwartej, bo rozmawiała z koleżanką z pracy, a ta zaciekawiła się PJM. A że migowy upowszechniać lubię, więc długo się nie namyślałem. 

Usłyszałem kilka słów: Przewodnik, Łódź, literatura. Akurat to ostatnie słowo, z punktu widzenia języka migowego zainteresowało mnie najmniej, choć czytać uwielbiam, ale wyobraziłem sobie filmik, bo właśnie taki materiał miałem tłumaczyć, pokazujący różne miejsca opisywane w powieściach. Genialna sprawa, pomyślałem, co z tego, że książka, ważne są rzeczy pokazywane na filmie, a niesłyszącym jako 'wzrokowcom' na pewno się spodoba. (Post Zrozumiałe komunikaty krótko wyjaśnia kwestię 'czytelnictwa' wśród osób Głuchych)

I takie miałem wyobrażenie do czasu otrzymania materiału. Obejrzałem go raz i drugi i....po prostu chciałem wstać i wyjść. Na fotelu siedział sobie znakomity, łódzki przewodnik, Krzysztof Olkusz i z entuzjazmem opowiadał o miejscach opisanych w rekomendowanych książkach. I to nie dlatego chciałem wyjść, bo akurat snucie opowieści przez Krzyśka bardzo lubię i jego sposób prowadzenia wycieczek też. Po prostu, na filmie nie było tego, co sobie wymarzyłem, czyli fizycznie pokazanych miejsc. Odczucia więc miałem ambiwalentne. 

Zacząłem jednak rozumować w ten sposób: „Część osób Głuchych nauczyła się 'obcego' dla nich języka polskiego tak dobrze, że nie mają zbytniego problemu z czytaniem i pisaniem w 'naszej' mowie, ba, mogą pod tym względem konkurować z wieloma słyszącymi”. A skoro tak, to tak, jak my sięgamy czasem po lekturę w oryginale, to i oni mogą zajrzeć do proponowanych przez Krzyśka książek. 

Myślałem też o tym, że niektórym z nas wystarczy sam krótki opis jakiegoś dzieła, nawet gdyby miało być ono po węgiersku czy chińsku. Możliwe, że większość wspaniałych utworów napisanych w tych właśnie trudnych językach nigdy na polski przetłumaczona nie zostanie, ale recenzja czy zarys tematu będą jak najbardziej pożądane. Poza tym, nawet gdybyśmy umieli czytać płynnie po chińsku, to nie znaczy, że musimy pochłaniać wszystko, co ktoś napisał. I właśnie zwięzłe omówienie ma nam pomóc w podjęciu decyzji.

Taka argumentacja wystarczyła, żebym zabrał się do pracy z właściwym nastawieniem. Powstał filmik z Krzysztofem Olkuszem i ze mną, ale co ważniejsze, powstały pomysły fizycznych, w realu wycieczek tłumaczonych na PJM i tego, żeby osoby Głuche mogły skorzystać z 'zasobów' biblioteki, i nie chodziło tutaj o masowe wypożyczanie książek. 


Otwarta Miga

I tak powstał projekt i....

I projekt się spodobał:), choć włodarze miasta podeszli do tego dość zachowawczo. Razem z Moniką Barriga, kierowniczką Otwartej, uznaliśmy, że trzeba pokazać niesłyszącym możliwości, a wtedy na pewno znajdą się tacy, którzy je dostrzegą i z nich skorzystają. 

A możliwości jest sporo. Przestrzeń do tych poważnych konwersacji, zwykłego pogadania i odpoczynku, Możliwość skorzystania z komputera czy internetu. Rozrywka, czyli pokój gier planszowych. I w końcu przychodzi czas także na książki. Wielu ciekawych pozycji, w stylu album, przewodnik czy poradnik z dużą ilością zdjęć oraz ilustracji w necie nie uświadczysz, tylko fizycznie, i tę fizyczność publikacji zapewnia biblioteka właśnie.

Dochodzi do tego jeszcze aplikacja wideotłumacz, kurs migowego dla dwójki pracowników Otwartej oraz adaptacje filmowe lektur i innych znanych dzieł literackich, z napisami lub tłumaczonymi na PJM, które w niedalekiej przyszłości, myślę, będzie można oglądać na miejscu albo wypożyczyć do domu.

Gdyby ktoś zastanawiał się dlaczego? Czemu tak nam zależy, o co nam chodzi? Gdzie haczyk jest? Słowo klucz to DOSTĘPNOŚĆ, w tym przypadku do szeroko pojętej kultury, nawet jeżeli ma to być przycupnięcie na chwilę i zwykła pogawędka znajomych. 

Poza tym na tablicy informacyjnej Otwarta Miga, napisane jest jeszcze coś o spotkaniach autorskich i filmach. No, zapowiada się ciekawie. Będziemy was informować. Warto o tym mówić, migać, pisać, przekazywać dalej, a zwłaszcza Głuchym, których znacie.


Podróżnicy w Odysei

I nie koniec na tym. Coś, co lubimy wszyscy, Głusi i słyszący. Podróżować albo słuchać opowieści o ekscytujących wyprawach. Oglądać zdjęcia ukazujące takie miejsca. Centrum Opus i Biblioteka Odyseja zaproponowały tłumaczenie na PJM kilku takich spotkań. Cykl „Podróżnicy w Odysei". Sobota przed południem? Czemu nie. 

Postanowiliśmy o obu projektach opowiedzieć w dwóch łódzkich klubach, gdzie spotykają się niesłyszący. Zadziałaliśmy więc i razem z Olą Reszką z Opusa podzieliliśmy się zadaniem. Obawy i wątpliwości zniknęły, gdy zarówno w PZG i Słyszę Serce zostaliśmy ciepło przyjęci. A kiedy za pierwszym i drugim razem osoby Głuche dopisały, ucieszyliśmy się jeszcze bardziej. Co będzie dalej, czas pokaże. Jeszcze kilka spotkań, kilka wycieczek. 

Czy w Otwartej, czy w Odysei, sporo wiedzy przekazanej w ciekawy sposób. I oczywiście, jak kiedyś napomknąłem, bezcenna możliwość rozpoczęcia przygody z językiem migowym. Masz chęci, czas i siły, skorzystaj z tego. 


I co dalej?

Spotkania, warsztaty, wycieczki. Tematów wartościowych zarówno dla niesłyszących i słyszących jest naprawdę sporo. Po rozmowie z Krzysztofem Dębowskim, kierownikiem Odysei, stwierdziliśmy, że chociażby zagadnienia z zakresu psychologii czy zoologii godne by były tłumaczenia na migowy. A takie wkrótce są w planie w tej bibliotece, ale tylko w języku polskim. 

Inna rzecz. Na jednej ze stron fb, promującej wycieczki po Łodzi, przeczytałem, że oferta jest skierowana do polskojęzycznych mieszkańców czy gości miasta lub osób rosyjskojęzycznych. Osoby niesłyszące, Proszę Państwa, też są zainteresowane takimi inicjatywami. Zabrakło mi takiego ogłoszenia. Ręce tłumaczy naprawdę są do dyspozycji. Chętnie dołączymy do takich projektów:)

A i to pewnie wierzchołek góry lodowej:)

Biblioteka Otwarta otworzyła drzwi dla PJM, Biblioteka Odyseja rozpoczęła z nim podróż:) 

'Sezon bibliotek'. 70 filii w Łodzi:) Różne profile, różne kierunki. Wiedza i umiejętności z różnych zakresów tematycznych. Wow! To może być naprawdę ciekawe. Jak to się potoczy?

Zaczęło się od biblioteki. A inni? O tym za jakiś czas.


A na razie sprawdzajcie Aktualności, zaglądajcie na stronę Biblioteki Otwartej, Biblioteki Odyseja oraz Strefy Aktywności Sąsiedzkiej.

I jak zwykle życzę udanego przebywania;) 

























VV, czyli o języku obrazowym

I jak tu się jeszcze uczyć, żeby nie uczyć się za wiele, a wiele się nauczyć? Pewnie już zauważyliście, że w językach migowych jest sporo sk...